Tajemnica szczątków zaginionej Jowity Zielińskiej. Były szef policji o przełomowym odkryciu w lesie. "Nie wierzę w to"

Jowita Zielińska prawdopodobnie nie żyje. Chociaż ostateczne potwierdzenie tożsamości zależy od wyników badań DNA, odkrycie szczątków blisko domu wywołało poruszenie w mediach. Po dwóch latach od zaginięcia 30-latki w sprawie nastąpił przełom, a były komendant poznańskiej policji analizuje możliwe błędy w poszukiwaniach.

Jowita Zielińska zniknęła bez śladu w lipcu 2024 roku w miejscowości Lisiny (woj. kujawsko-pomorskie). Ostatnie nagrania z kamer monitoringu zarejestrowały ją na rowerze, wjeżdżającą w zalesioną ścieżkę podczas powrotu z pracy. Kobieta nigdy z niej nie wyjechała. Wkrótce odnaleziono jej rower, prawdopodobnie podrzucony, ale po 30-latce nie było śladu. Rozległe akcje poszukiwawcze nie przyniosły efektów. Dopiero w lipcu 2026 roku, dwa lata później i zaledwie 500 metrów od domu, w którym mieszkała z teściami, grzybiarze natknęli się na ludzkie kości. Odnalezione obok wisiorek i fragmenty ubrań sugerują, że to szczątki zaginionej, na co ostatecznie odpowiedzą testy DNA. Dlaczego jednak odkrycia dokonano tak późno? Maciej Szuba, były komendant poznańskiej policji, w rozmowie z „Faktem” sugeruje, że służby mogły za bardzo skupić się na miejscu odnalezienia roweru, zaniedbując inne obszary.

Sonda
Czy śledczym uda się rozwikłać sprawę Jowity Zielińskiej?

- Nie mam jednak wiedzy o tym, jak wyglądały poszukiwania. Powinny być prowadzone odśrodkowo albo dośrodkowo. Oznacza to, że przyjmując dom i miejsce znalezienia roweru jako dwa główne punkty, należało zacząć od jednego z nich i posuwać się w kierunku drugiego - tłumaczy Maciej Szuba. - Skoro szczątki znaleziono o tyle dalej, należy uznać, że rower został podrzucony, by zmylić trop. Poza tym, gdyby ta kobieta leżała w tym miejscu, gdzie znaleziono jej szczątki, tak blisko domu, nie sposób, by na nią nie natrafiono. Te dwie rzeczy jednoznacznie wskazują na zabójstwo - dodaje ekspert.

Osoba zaznajomiona ze śledztwem, która wypowiedziała się dla „Faktu” anonimowo, również uważa, że podrzucony rower miał skutecznie zmylić policjantów. Przez wiele miesięcy funkcjonariusze bezskutecznie przeczesywali tereny wokół znalezienia jednośladu, w tym bagna i jeziora.

Hipotezy wokół śmierci Jowity Zielińskiej. Ktoś przeniósł ciało po czasie?

Informator „Faktu” przypuszcza, że ciało mogło zostać przeoczone w początkowej fazie śledztwa, a jego obecne odkrycie to wynik działania dzikich zwierząt, które rozkopały ziemię. Nie wierzy on w nagłe podrzucenie zwłok po latach, uznając to za mało realne. Tę opinię podziela Maciej Szuba, odrzucając również scenariusz dłuższego przetrzymywania 30-latki.

- Bo po co takie porwanie? Porywa się po coś. A tu nie było żadnego żądania okupu - stwierdził detektyw Maciej Szuba. - Obaj rozmówcy "Faktu" podkreślają, że teraz najważniejsze są ślady na odnalezionym szkielecie i resztkach ubrania. Jeśli będą ślady urazów fizycznych, to odtworzony zostanie mechanizm zabójstwa. W przypadku uduszenia może się okazać, że biegli nie znajdą żadnych śladów - czytamy w doniesieniach.

Na chwilę obecną śledztwo w tej sprawie jest kontynuowane, a my będziemy na bieżąco informować o nowych ustaleniach.

Uciekła przed mężem do rodziców, doszło do dramatu. Szokujące sceny | Pokój ZBRODNI