Kolejny cios dla bydgoskiej Opery Nova
W poniedziałek, 30 marca przedstawiciele Opery Nova w Bydgoszczy podzielili się z publicznością niezwykle smutnymi wieściami o odejściu Tomasza Rybki. W poruszającym oświadczeniu instytucja zaznaczyła, że kolejna niespodziewana śmierć jest ogromnym ciosem dla całej załogi, wciąż będącej w żałobie po niedawnej utracie cenionego śpiewaka operowego.
„Nie zdążyliśmy jeszcze otrząsnąć się po stracie naszego solisty, śp. Janusza Ratajczaka, a dotarła do nas kolejna niezwykle bolesna wiadomość”
Kim był Tomasz Rybka?
Zmarły 48-latek, znany w swoim środowisku zawodowym pod pseudonimem „Ryba”, współpracował z bydgoską sceną operową przez ponad dwadzieścia lat. Mężczyzna stał na czele ekipy odpowiedzialnej za oświetlenie, dbając o wizualną oprawę wielu znakomitych przedstawień. Jak zaznaczają jego koledzy, jego rola w teatrze zdecydowanie wykraczała poza standardowe obowiązki pracownicze.
Jego zawodowa droga w murach Opery Nova zaczęła się jeszcze w czasach studenckich, kiedy zaczął zgłębiać tajniki pracy ze światłem na scenie. Na przestrzeni lat zdobył ogromne doświadczenie, stając się niezastąpionym fachowcem i kluczowym elementem całej machiny odpowiadającej za zaplecze techniczne wszystkich widowisk.
Koledzy z pracy pożegnali go poruszającym wpisem, wyrażając głęboki żal oraz ogromną wdzięczność za wspólne lata:
„Dziękujemy Ci, Tomku, za wszystko. Za Twoją obecność, życzliwość i wiedzę. Trudno uwierzyć, że już Cię z nami nie ma…”
Jak się okazuje, tragiczna informacja o śmierci 48-letniego oświetleniowca zbiegła się w czasie z ceremonią pogrzebową Janusza Ratajczaka. Wybitny solista bydgoskiej opery, oklaskiwany na scenach polskich i zagranicznych, stracił życie 23 marca w potwornym wypadku samochodowym w miejscowości Przyłubie. Auto 63-letniego tenora zderzyło się z pojazdem ciężarowym i wyleciało z trasy. Pomimo natychmiastowej interwencji służb ratunkowych, życia wokalisty nie udało się uratować.
Dla artystów i pracowników Opery Nova to bez wątpienia jeden z najtrudniejszych momentów w historii placówki. Instytucja w zaledwie kilka dni musiała pożegnać dwie niezwykle ważne, szanowane i nieodżałowane osoby ze swojego wewnętrznego grona.