Siarczysty mróz, który od kilkunastu dni trzyma region w uścisku, zrobił swoje. W Bydgoszczy lodem skuła się nawet wartka Wisła. Rzeka wygląda, jakby stanęła w miejscu – niemal cała jej powierzchnia pokryta jest lodową taflą. Ten niecodzienny widok przyciąga mieszkańców, którzy tłumnie pojawiają się na nabrzeżach, by „zamrozić” zimową scenerię w kadrze.
Ten wysoki mróz sprawia, że rzeka pozornie stanęła. Jak stoimy tutaj na nabrzeżu widzimy, że część lodu już jest jednolita – wygląda jak taka szyba, tafla, natomiast reszta jest zakłócona, to jest ten śryż, który tutaj się zatrzymał – tłumaczy Damian Rączka, lokalny przewodnik.
Kilka dni temu reporter Radia Eska w Bydgoszczy odwiedził nabrzeże Wisły i Brdy. Tam również nie brakowało osób z telefonami i aparatami.
To zapiera dech w piersiach. Właśnie przyszedłem zrobić zdjęcie. Widać tylko kawałek niezamarzniętej rzeki, a reszta to prawdziwe piękno przyrody – mówił jeden z mieszkańców.
Lodem pokryła się także Brda w samym centrum miasta. Choć lodołamacze pozostają w gotowości, w najbliższych dniach nie planuje się akcji lodołamania. To jednak nie oznacza, że rzeki są bezpieczne.
Eksperci i służby ostrzegają: traktowanie Wisły czy Brdy jak zamarzniętego jeziora to ogromny błąd. Pod lodem cały czas pracuje silny nurt, który wypłukuje pokrywę od spodu. Dodatkowo do rzek trafiają zrzuty przemysłowe i cieplejsza woda, co sprawia, że lód zamarza nierównomiernie. W jednym miejscu może mieć 20–30 centymetrów grubości, a kilka metrów dalej zaledwie 5–10.
Wejście na taki lód może skończyć się tragedią. Załamanie pokrywy oznacza wpadnięcie do lodowatej wody, porwanie przez nurt pod lód, błyskawiczne wychłodzenie organizmu i w skrajnych przypadkach – śmierć. Służby apelują, by podziwiać zimowe rzeki wyłącznie z bezpiecznej odległości, z brzegu. Zimowe piękno potrafi zachwycić, ale chwila nieuwagi może kosztować najwyższą cenę.