Tragiczny lot 60-letniego gdynianina
Marek K., który niedługo świętowałby swoje sześćdziesiąte urodziny, pochodził z Gdyni. W minioną sobotę, 3 października, wraz z kolegą wybrał się na loty w rejon Grudziądza. Mężczyźni wzbili się w powietrze z pobliskiego pasa startowego, by oddawać się swojej pasji.
Niespodziewanie lot gdynianina zakończył się dramatem niedaleko wiaduktu autostradowego. Zlokalizowanie go pod wodą potrwało dłuższą chwilę. Okazało się, że poszkodowany zaplątał się w osprzęt swojej paralotni, co zmusiło ratowników do użycia narzędzi tnących. Po wyciągnięciu na brzeg mężczyzna był nieprzytomny i nie oddychał. Błyskawicznie przeniesiono go na pokład jednostki ratowniczej, gdzie rozpoczęto reanimację. Następnie przekazano go załodze karetki pogotowia, jednak mimo wysiłków medyków, zmarł.
Śledztwo po wypadku na Wiśle
Badaniem okoliczności tej tragedii zajmuje się obecnie Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Swoje czynności w tej sprawie realizuje także prokuratura. Z informacji zdobytych przez naszych reporterów wynika, że paralotniarz chciał wykonać niebezpieczny manewr przelotu pod konstrukcją autostradową nad rzeką w okolicach Grudziądza.
Pana ustalenia są prawdziwe. Tak, paralotniarz próbował przelecieć pod mostem autostradowym – mówi dziennikarzom „Super Expressu” prokurator Magdalena Chodyna, zastępca prokuratora rejonowego w Grudziądzu.