Proces po śmierci 19-letniego Olka z Grudziądza. Na sali rozpraw puściły nerwy

2026-06-10 21:44

Sprawa tragicznej śmierci młodego mieszkańca Grudziądza wciąż wywołuje ogromne poruszenie. Podczas najnowszej rozprawy dotyczącej wydarzeń ze stycznia 2024 roku, przed wymiarem sprawiedliwości stanął członek załogi pogotowia ratunkowego. Zeznania medyka, który przekonywał o swoim współczuciu wobec zmarłego pacjenta, doprowadziły bliskich nastolatka do skrajnej rozpaczy.

Rozprawa w sprawie śmierci 19-letniego Olka z Grudziądza. Emocje sięgnęły zenitu

Kolejne posiedzenie sądu w głośnej sprawie tragicznego zgonu młodego mieszkańca Grudziądza obfitowało w skrajnie napięte momenty. Przed obliczem wymiaru sprawiedliwości twarzą w twarz stanęli krewni ofiary oraz uczestnicy feralnej interwencji medycznej, która znalazła swój finał w kostnicy.

Zeznający w charakterze świadka członek ekipy pogotowia przekonywał obecnych, że odejście 19-latka stanowi dla niego również ogromny, prywatny dramat.

– Jest mi przykro, że ten pacjent zmarł. Zawsze postępowałem zgodnie z procedurami – mówił przed sądem.

Deklaracje medyka kompletnie nie trafiły do bliskich zmarłego chłopaka. Obecne na sali siostra oraz matka ofiary wpadły w histerię, twierdząc, że świadek w ogóle nie wykazuje skruchy ani prawdziwego żalu po incydencie rujnującym ich dotychczasowe funkcjonowanie.

Pracownik pogotowia twardo obstawał przy swoich pierwotnych zeznaniach. Podkreślał stanowczo, że ranny w żaden sposób nie ułatwiał pracy zespołowi karetki w drodze do lecznicy.

– Rzucał się, obracał na noszach, utrudniał wykonywanie czynności ratunkowych – mówił.

Taka relacja spotkała się z błyskawiczną i niezwykle żywiołową odpowiedzią rodzicielki nastolatka.

– On umierał! – krzyknęła kobieta na sali rozpraw.

Zrozpaczona siostra chłopaka wtórowała matce, zalewając się gorzkimi łzami. W efekcie klimat na posiedzeniu stał się trudny do zniesienia.

Przyczyny śmierci Olka z Grudziądza. Medyk zbagatelizował obrażenia

W toczącym się postępowaniu kluczowe znaczenie ma dokładna weryfikacja, czy ekipa ratunkowa bezbłędnie zdiagnozowała rzeczywisty stan zdrowia pacjenta.

Według słów świadka, uszkodzenie nogi poszkodowanego prezentowało się niewinnie i nic nie zwiastowało u niego masywnego upływu krwi.

– Wyglądała na niewielką i powierzchowną. Nie obserwowaliśmy objawów wskazujących na krwawienie wewnętrzne – tłumaczył.

Jak się później okazało, to właśnie drastyczna utrata krwi doprowadziła do ostatecznego zgonu młodego pacjenta.

Ratownik sugerował przed trybunałem, że chłopak w momencie interwencji mógł być odurzony substancjami psychoaktywnymi, chociaż sam poszkodowany kategorycznie temu zaprzeczał.

Odtworzenie wideo z wnętrza karetki podgrzało i tak już gorącą atmosferę w sądzie. Zapis wizualny, który kilka miesięcy temu wstrząsnął polską opinią publiczną, stanowi fundamentalny materiał dowodowy. Na ekranie zaprezentowano bulwersujące kadry, gdzie młody pacjent błaga o pomoc i narzeka na potężny ból. Kamera uchwyciła również momenty agresywnego szarpania ciała i lekceważenia jego błagań o podłączenie aparatury tlenowej.

Zeznający medyk bronił jednak swoich brutalnych ruchów, tłumacząc je wyłącznie rygorystycznym dbaniem o bezpieczeństwo transportowanego.

– Przytrzymałem go za włosy, aby chronić jego głowę przed urazem. Nie miało to nic wspólnego ze znęcaniem się – przekonywał.

W analogicznym tonie mężczyzna argumentował stanowczą odmowę zastosowania wsparcia oddechowego w pojeździe.

– Parametry nie wskazywały na konieczność jego zastosowania. Takie decyzje podejmuje personel medyczny – mówił.

Transport w karetce. Zmarły 19-latek miał założone kajdanki

Wątpliwości budzi także decyzja personelu o tym, aby skuty chłopak podróżował do placówki medycznej z unieruchomionymi dłońmi.

Z perspektywy członka załogi ambulansu wynikało to z surowych procedur prewencyjnych. – Bez kajdanek mógłby zrobić krzywdę sobie albo personelowi – argumentował.

Specjaliści badający sprawę na etapie śledztwa wykazali jednak, że układanie zakutego od tyłu pacjenta na brzuchu w pojeździe mogło skutecznie uniemożliwić monitorowanie jego funkcji życiowych oraz dostrzeżenie krytycznego spadku parametrów.

Mając na uwadze te ekspertyzy, to właśnie lekarz zarządzający zespołem ratunkowym otrzymał prokuratorskie zarzuty karne w związku z całą sytuacją.

Przed sądem padły też słowa o prywatnych reperkusjach, jakie dotknęły ratownika po wycieku nagrań do sieci. Potwierdził on, że rozstał się z pracą w strukturach państwowego systemu zdrowia ze względu na powszechny hejt spływający na niego w przestrzeni wirtualnej.

– Upubliczniono nasze dane i wizerunki. Byłem nazywany »łowcą skór«, a moja rodzina otrzymywała groźby – mówił.

Według jego relacji to właśnie strach o bliskich przesądził o rezygnacji z posady w zawodzie.

Lekarze przed sądem. Proces w sprawie śmierci 19-letniego Olka

Dramatyczne zajście miało miejsce u progu 2024 roku. Dochodzenie wykazało, że uciekający przed stróżami prawa chłopak nadział się na spiczasty element płotu, drastycznie uszkadzając sobie nogę. Do poszkodowanego wezwano specjalistyczny ambulans.

Po dowiezieniu na oddział ratunkowy sytuacja 19-latka błyskawicznie uległa pogorszeniu, a po chwili stwierdzono jego zgon. Prowadzone pod nadzorem prokuratury śledztwo obnażyło szereg nieprawidłowości na etapie przejazdu i samej hospitalizacji.

Na ławie oskarżonych zasiedli medyk z karetki, lekarz dyżurny szpitalnego oddziału ratunkowego oraz specjalista anestezjologii. Oskarżyciele przypisują im zaniedbania medyczne, które w konsekwencji odebrały życie młodemu człowiekowi. Za popełnione czyny grozi im nawet pięcioletni pobyt w więzieniu.