Szokującego znaleziska dokonano w sobotę, 18 lipca, w kompleksie leśnym zlokalizowanym niedaleko domostw na terenie powiatu rypińskiego. Dwaj mężczyźni przebywający w tym rejonie dostrzegli wystające z gleby ludzkie kości. Błyskawicznie zaalarmowali odpowiednie służby ratunkowe i mundurowe.
Funkcjonariusze policji, którzy zjawili się we wskazanym rejonie, natychmiast odgrodzili miejsce zdarzenia. W toku prowadzonych oględzin szybko wyszło na jaw, że ujawnione kości to bez wątpienia szczątki kobiety. Niedaleko tego miejsca śledczy natrafili także na zagłębienie w gruncie, gdzie spoczywały strzępy ubrań.
Sprawę przejęła prokuratura, a ekipy dochodzeniowe skrupulatnie zabezpieczyły wszelkie dowody. Decydującym krokiem będą teraz specjalistyczne testy genetyczne. Reprezentująca Prokuraturę Okręgową we Włocławku prokurator Małgorzata Kręcicka poinformowała, że zabezpieczone próbki trafiły do laboratorium, a na ostateczne wyniki trzeba będzie poczekać około dwóch lub trzech tygodni.
Na chwilę obecną jest za wcześnie, aby stwierdzić, czy odnalezione szczątki należą do Jowity, ale jest duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie jest – powiedziała prokurator w rozmowie z „Super Expressem”.
Mundurowi ograniczają się na razie do potwierdzenia, że w lesie faktycznie natrafiono na zwłoki kobiety. Oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Rypinie zaznacza, iż dobro trwającego postępowania uniemożliwia na ten moment zdradzanie jakichkolwiek dodatkowych detali dotyczących śledztwa.
Teściowie Jowity Zielińskiej o zaginięciu: Traktujemy ją jak własną córkę
Dla najbliższych zaginionej doniesienia z ostatnich dni oznaczają powrót do najbardziej bolesnych momentów. Teściowie kobiety, Małgorzata i Jan, znów muszą mierzyć się z dramatem, który rozpoczął się ponad dwa lata temu.
Zaginęła w sobotę, 6 lipca 2024 roku, a dzień później, w niedzielę o godz. 8 rano, miała być msza za Adasia, jej zmarłego męża. Ona bardzo chciał w niej uczestniczyć, przygotowywała się i czekała na nią... Jowita jest dla nas jak córka, ponieważ cały czas wierzymy, że to nie ona – mówią w rozmowie z „Super Expressem”.
Mąż 30-latki, Adam, odszedł przedwcześnie w wieku zaledwie 23 lat. Rodzice zmarłego mężczyzny wyznają, że składali mu na łożu śmierci obietnicę, iż będą się opiekować Jowitą.
Kiedy umierał, a umierał świadomie, obiecaliśmy mu, że zaopiekujemy się Jowitą do końca naszych dni. Jej pokój cały czas jest u nas, czeka na nią. Nic w nim nie zostało zmienione – opowiadają na łamach dziennika.
Małżonkowie podkreślają, że ich intencją zawsze było dobro synowej. Tłumaczą, że codzienność zaginionej od dawna ograniczała się do pracy, powrotów do domu i wizyt na cmentarzu, gdzie opłakiwała ukochanego. Mimo to nigdy nie blokowali jej szansy na ułożenie sobie spraw osobistych na nowo, mocno wspierając ją w poszukiwaniu życiowego szczęścia.
Miała naszą zgodę, miała również zgodę Adama, żeby po jego śmierci znalazła sobie kogoś – podkreślają teściowie w „Super Expressie”.
Szczątki pod Rypinem. Rodzina Jowity wielokrotnie przeszukiwała to miejsce
Najbliżsi Jowity nie kryją ogromnego zdumienia faktem, że makabrycznego odkrycia dokonano właśnie w tej konkretnej lokalizacji. Zwracają uwagę, że tuż po tym, jak kobieta zniknęła, osobiście wiele razy przeczesywali ten sam obszar.
To miejsce, w którym znaleziono kości, my odwiedzaliśmy kilkanaście razy po zaginięciu Jowity. Na pewno niczego tam nie było – twierdzą w wywiadzie.
Rodzina jest również kompletnie zaskoczona nieoficjalnymi doniesieniami o złotym łańcuszku z krzyżykiem, który rzekomo miał leżeć tuż obok ludzkich szczątków. Teściowie twierdzą, że nie posiadają żadnych informacji na temat takiej biżuterii.
Nie wiemy nic na temat medalika, który rzekomo znaleziono. A nawet jeśli coś zostało znalezione, dowiedzieliśmy się o tym z mediów, a nie od policji – mówią rozgoryczeni dziennikarzom.
Ostatnie chwile przed zaginięciem. Jak wyglądała trasa Jowity Zielińskiej?
Kobieta przepadła bez wieści 6 lipca 2024 roku. Od samego rana podróżowała do pracy na charakterystycznym zielonym rowerze. Po zakończeniu swoich obowiązków dotarła do Rogowa, skąd skierowała się prosto do Lisin, gdzie mieszkała. Zgodnie z własnym rytuałem odwiedziła jeszcze nekropolię, co zostało bezsprzecznie uwiecznione przez kamery monitoringu, a postronne osoby widziały, jak pedałowała w kierunku swojej posesji.
Do przekroczenia progu własnego domu zabrakło jej niespełna dwustu metrów, jednak ta krótka trasa nigdy nie została przez nią pokonana.
Zniknięcie 30-latki uruchomiło jedną z najpotężniejszych operacji poszukiwawczych w historii tego obszaru. W ramię w ramię współpracowali policjanci, strażacy, leśnicy, myśliwi, ekipy ratunkowe, a także lokalna społeczność i bliscy. Do przeczesywania zarośli, pól, rozlewisk i zbiorników wodnych użyto m.in. nowoczesnych sonarów oraz psów tropiących.
Mijały długie miesiące, a potężne siły i środki nie przynosiły absolutnie żadnych przełomowych ustaleń w tej zagadkowej sprawie.
Iskierka nadziei pojawiła się w połowie sierpnia 2024 roku, kiedy to na terenie zalesionym w Wierzchowiskach zlokalizowano ciemnozielony jednoślad należący do zaginionej. Pojazd porzucono w odległości blisko pięciu kilometrów od miejsca zamieszkania 30-latki. Zagadką pozostaje to, czy podrzucono go tam później, czy znalazł się tam już feralnego dnia.
Obecnie kluczem do rozwikłania tej mrocznej tajemnicy są testy DNA. Dla rodziny będzie to najbardziej druzgocąca i ostateczna prawda, na którą muszą czekać po blisko dwudziestu czterech miesiącach agonii i niepewności.