Przerażające znalezisko w lesie. Przy szczątkach odkryto łańcuszek zaginionej Jowity Zielińskiej?!

W lesie w pobliżu domu zaginionej Jowity Zielińskiej odkryto szczątki kobiety i przedmioty mogące wiązać się ze sprawą zniknięcia. Nieoficjalne źródła podają, że przy kościach znajdował się złoty krzyżyk na łańcuszku, podobny do tego, który nosiła 30-latka. Rozstrzygające okażą się wyniki badań genetycznych DNA.

Koszmarnych odkryć dokonano w sobotę 18 lipca w kompleksie leśnym na terenie powiatu rypińskiego. Jak przekazuje dziennik „Super Express”, przechodzący przez las dwaj mężczyźni dostrzegli ludzkie kości wystające z ziemi i natychmiast zawiadomili odpowiednie służby. Policjanci niezwłocznie zjawili się na miejscu i w trakcie przeprowadzanych oględzin doszli do wniosku, że znalezione szczątki to kości kobiety. Niedaleko odkopano również fragmenty odzieży ukryte w ziemi.

„Fakt”, opierając się na informacjach pochodzących ze źródeł blisko związanych ze sprawą, informuje, że odnalezione szczątki z dużym prawdopodobieństwem mogą być kośćmi Jowity Zielińskiej, która zaginęła przed dwoma laty. Z tych nieoficjalnych danych wynika, że przy szczątkach zlokalizowano złoty łańcuszek z krzyżykiem, który odpowiada opisowi biżuterii noszonej przez kobietę. Na ozdobie rzekomo znajdował się grawerowany napis z imieniem nieżyjącego męża poszukiwanej.

Jednak niektóre szczegóły budzą wątpliwości. Jak donosi dziennik „Fakt”, w pobliżu szczątków zabezpieczono części odzieży, które rzekomo nie pasują do ubrania, w którym – według relacji bliskich – Jowita Zielińska opuściła dom w dniu swojego zaginięcia.

Funkcjonariusze policji potwierdzili jedynie, że w lesie rzeczywiście ujawniono ludzkie szczątki. Przedstawicielka Komendy Powiatowej Policji w Rypinie poinformowała, że w obecnej fazie śledztwa nie będą udostępniane dodatkowe informacje na temat tego zdarzenia. Teren znaleziska zabezpieczono, a śledczy czekają na rezultaty badań genetycznych, które pozwolą z całą pewnością potwierdzić tożsamość ofiary.

Dzień, który zmienił wszystko. Zaginięcie Jowity Zielińskiej

Ten lipcowy dzień zapowiadał się zupełnie zwyczajnie. Rankiem 6 lipca 2024 roku Jowita wyruszyła do pracy na swoim zielonym rowerze. Po zakończeniu swoich obowiązków zawodowych, tuż przed godziną trzynastą, przyjechała do miejscowości Rogowo, a stamtąd pojechała do swojego domu w Lisinach. Po drodze, zgodnie z wcześniejszym zwyczajem, odwiedziła cmentarz. Kamery monitoringu utrwaliły jej obecność, a świadkowie widzieli, jak przemieszczała się w stronę swojego miejsca zamieszkania.

Do celu zostało jej jedynie około 200 metrów, ale nigdy tam nie dojechała...

Służby ratownicze natychmiast rozpoczęły zmasowane poszukiwania. Do akcji ruszyli policjanci, strażacy, leśnicy, myśliwi, a także bliscy, mieszkańcy okolicznych wsi oraz wolontariusze.

Sprawdzano rozległe tereny – od lasów, przez bagna, aż po zbiorniki wodne i porzucone budynki. Do poszukiwań włączono psy tropiące oraz wyspecjalizowane urządzenia, w tym sonar, który przeczesywał wody. Niestety, mimo olbrzymiego nakładu sił i środków, nie natrafiono na żaden ślad, który mógłby rzucić światło na losy Jowity.

Rower znaleziono miesiąc później

Pewien przełom w śledztwie zdawał się mieć miejsce 10 sierpnia 2024 roku. Tego dnia przypadkowy przechodzień odnalazł w lesie niedaleko miejscowości Wierzchowiska ciemnozielony rower należący do Jowity Zielińskiej.

Znalezisko znajdowało się w miejscu odległym o około 5 kilometrów od domu kobiety, a sam pojazd był ukryty, niewidoczny dla przejeżdżających obok aut.

Do tej pory nie ustalono, czy jednoślad został porzucony tam bezpośrednio po zaginięciu, czy ktoś umieścił go tam znacznie później. Jedno jednak wydaje się pewne – kobieta nie miała pojęcia o istnieniu tego miejsca. Pomimo wznowienia dokładnych poszukiwań w tamtym rejonie, nie natrafiono na żadne dodatkowe poszlaki...

Wisła w Bydgoszczy niemal wysycha!
Alfabet Millera
ZA CO POLACY WCIĄŻ KOCHAJĄ GIERKA? | ALFABET MILLERA