Rolnicy rozczarowani postawą prezydenta Bydgoszczy ws. protestu
W czwartek, 8 stycznia do Bydgoszczy miało wjechać ponad 150 ciągników. Organizatorzy protestu zapewniają, że zgromadzenie miało być pokojowe i bezpieczne dla wszystkich. Jednak na wjazd rolników do miasta nie zgodził się prezydent Bydgoszczy, a sąd podtrzymał jego decyzję.
- Przykro nam, że prezydent miasta bez żadnej rozmowy z nami natychmiast odrzucił ten pomysł. Złamał naszym zdaniem fundamentalną zasadę demokracji. Zgłoszenie opiewało na 150 traktorów. Chcieliśmy spotkać się z prezydentem. Poprosiłem o rozmowę. Dodzwoniłem się do asystentki prezydenta. Obiecała, że oddzwoni w piątek, jednak żadnego odzewu nie było - mówi Jan Kaźmierczak ze Stowarzyszenia Obrony Praw Rolników, Producentów i Przetwórców Rolnych.
Chodziło o bezpieczeństwo i uniknięcie paraliżu
Prezydent Bydgoszczy nie pozwolił na protest ze względów bezpieczeństwa – tłumaczyła jego rzeczniczka Marta Stachowiak w rozmowie z Radiem Eska.
- W ocenie prezydenta zajęcie przez 150 traktorów z osprzętem i całej szerokości jezdni ulic Jagiellońskiej, Marszałkowskiej, Focha i Bernardyńskiej z zamiarem zablokowania ciągu komunikacyjnego oraz kilkukrotny przejazd kolumny ciągników spowodowałby całkowity paraliż tych dróg – tłumaczy Marta Stachowiak, rzecznik prasowy prezydenta Bydgoszczy.
Rolnicy z Kujawsko-Pomorskiego zapowiadają, że w piątek, 9 stycznia dołączą do ogólnopolskiego protestu w Warszawie. Rolnicy sprzeciwiają się umowie UE–Mercosur, która umożliwia wolny handel między Unią Europejską a częścią państw Ameryki Południowej. Ich zdaniem to zagrożenie dla polskiego rolnictwa.
Wojewoda Kujawsko-Pomorski o umowie UE–Mercosur
- Uspokajam rolników. Stanowisko rządu jest jednoznaczne. Polska jest przeciw umowie UE–Mercosur. Ja rozumiem prawo rolników do protestu. Jeśli będą w gotowości to oczywiście będę z nimi rozmawiał. Rada Ministrów podjęła oficjalną uchwałę o byciu przeciw umowie Mercosur i tutaj nie ma mowy o warunkach – mówi Michał Sztybel, Wojewoda Kujawsko-Pomorski.