Wierzył, że ratuje swoje oszczędności. 20-latek wziął sześć kredytów i stracił fortunę!

Koszmar 20-latka z Trzcianki w Wielkopolsce. Młody mężczyzna uwierzył w historię opowiedzianą przez telefon przez rzekomego pracownika banku. Oszuści wmówili mu, że ktoś próbuje zaciągnąć kredyt na jego dane, i przekonali go do wzięcia kolejnych pożyczek. W ciągu kilku dni 20-latek zaciągnął sześć kredytów na łączną kwotę 563 tys. zł. Pieniądze wpłacał do bitomatów i przekazywał podstawionemu odbierakowi. Teraz ma do spłaty ponad 830 tys. zł!

Gruby plik banknotów stuzłotowych. O dramatycznej historii oszukanego 20-latka przeczytasz na Eska Bydgoszcz.
Autor: Pixabay.com

Do dramatycznej sytuacji doszło w przypadku 20-letniego mieszkańca Trzcianki. Wszystko zaczęło się od telefonu od osoby podającej się za pracownika banku. Rozmówca przekonywał młodego mężczyznę, że ktoś próbuje zaciągnąć kredyt, wykorzystując jego dane osobowe. Rzekomy bankowiec miał proponować kolejne działania, które miały uchronić 20-latka przed utratą pieniędzy.

Mężczyzna uwierzył w przedstawioną historię. Wykonywał polecenia rozmówców, którzy podawali się nie tylko za pracowników banków, ale również za policjantów. Zgodnie z ich instrukcjami zaciągał kolejne zobowiązania w różnych placówkach bankowych.

W ciągu zaledwie kilku dni 20-latek wziął aż sześć kredytów na łączną kwotę 563 tys. zł. Jak wynika z informacji przekazanych przez policję, wraz z umownymi odsetkami jego zadłużenie przekracza już 830 tys. zł.

Pieniądze wpłacał do bitomatów w Pile i Bydgoszczy

To jednak nie koniec. Pieniądze uzyskane z kredytów mężczyzna wypłacał w bankach, a następnie wpłacał do różnych bitomatów na terenie Piły i Bydgoszczy. Dodatkowo aż 205 tys. zł przekazał osobiście mężczyźnie, który pojawił się w umówionym miejscu w Pile.

Dopiero w piątek, 30 października, 20-latek zorientował się, że padł ofiarą oszustwa. Zgłosił się wówczas do policjantów z bydgoskiego Śródmieścia.

Policja przypomina, że oszuści coraz częściej podszywają się pod pracowników banków i funkcjonariuszy. Wykorzystują strach i presję czasu, by nakłonić swoje ofiary do wykonywania kolejnych poleceń - podkreśla nadkom. Lidia Kowalska, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Pożar w szpitalu w Krakowie. Nocny horror na 10. piętrze! Policjanci ruszyli na ratunek pacjentom

ROLKI