Ostatnie pożegnanie Zuzanny i jej dzieci. Cztery urny i morze łez

2026-01-21 11:00

W Górnych Wymiarach odbył się pogrzeb 31-letniej Zuzanny i jej trojga dzieci. Rodzina zmarła w swoim mieszkaniu w Chełmnie, najprawdopodobniej w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. W kościele zgromadziły się tłumy, by pożegnać matkę oraz Nikolę, Oliwię i Mikołaja. Bliscy i sąsiedzi wspominają ich z ogromnym żalem.

Tłumy na pogrzebie w Górnych Wymiarach

W środę, 21 stycznia, w kościele w Górnych Wymiarach odbył się pogrzeb Zuzanny i jej trójki dzieci. Świątynia wypełniła się po brzegi wiernymi i bliskimi, którzy przyszli pożegnać matkę i jej ukochane pociechy. Przy ołtarzu ustawiono cztery urny – Zuzanny oraz jej dzieci: Nikoli, Oliwii i Mikołaja. Wśród uczestników ceremonii byli najbliżsi rodziny, a także uczniowie ze szkoły, do której chodziły starsze dziewczynki. Wnętrze kościoła wypełniła cisza, przerywana jedynie cichym szlochem pogrążonych w żalu żałobników.

Mieszkańcy wspominają Zuzannę jako osobę oddaną rodzinie. Jak mówią, zawsze dbała o swoje dzieci, mimo że los jej nie oszczędzał.

- Zawsze taka uśmiechnięta była. Szczęścia nie miała do mężczyzn, a o dzieci dbała jak tylko mogła. Widywaliśmy, jak chodzili z pieskiem na spacer. Te dziewczynki takie uśmiechnięte chodziły – wspominali sąsiedzi.

Tragedia w Chełmnie

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w czwartek, 15 stycznia, w Chełmnie. W mieszkaniu przy ul. Stare Planty odnaleziono ciała 31-letniej Zuzanny oraz jej trojga dzieci – 11-letniej Nikoli, 7-letniej Oliwii i 2-letniego Mikołaja. Wszystko wskazuje na zatrucie tlenkiem węgla – "cichym zabójcą", który szczególnie w sezonie grzewczym zbiera śmiertelne żniwo.

Zaniepokojenie wzbudził fakt, że starsze dzieci od poniedziałku nie pojawiały się w szkole, a z ich matką nie było żadnego kontaktu. Zaniepokojona siostra kobiety zadzwoniła pod numer 112. Gdy policjanci przybyli na miejsce, nikt nie otwierał drzwi, dlatego wezwano straż pożarną. Czujniki strażaków natychmiast zasygnalizowały przekroczone normy tlenku węgla.

Po wejściu do środka ratownicy zastali wstrząsający widok. Dzieci leżały w łóżkach, a ich matka na korytarzu. W lokalu znajdował się również pies.

CZYTAJ WIĘCEJ NA SE.PL

Czad zabija po cichu - kampania w Mysłowicach