Tragiczna śmierć Jowity Zielińskiej. Rodzina ponownie przebadana wariografem

Przez dwa lata sprawa zaginięcia Jowity Zielińskiej pozostawała jedną z najbardziej zagadkowych w regionie. Po potwierdzeniu, że szczątki odnalezione w lesie należą do 31-latki z Lisin, śledczy ponownie sięgnęli po wariograf. Badania objęły rodzinę kobiety i osoby mogące mieć wiedzę o jej losie.

Zaginięcie Jowity Zielińskiej. Ostatnia trasa do Lisin

Los od dawna nie był łaskawy dla 31-letniej kobiety. Wcześnie straciła rodziców, a od paru lat funkcjonowała jako wdowa, zajmując dom wspólnie z teściami w kujawsko-pomorskich Lisinach. Wieś znajdowała się na sporym uboczu, gdzie nie dojeżdżała żadna komunikacja publiczna. Z tego powodu do swojego miejsca zatrudnienia w rypińskim sklepie mięsnym musiała codziennie docierać za pomocą roweru.

Feralnego 6 lipca 2024 roku 31-latka wracała z pracy. Początkowo wsiadła w busa jadącego do Rogowa, aby dalszy odcinek pokonać na rowerze. Ostatnie znane miejsce jej pobytu to Rojewo, położone zaledwie tysiąc metrów od miejsca zamieszkania. Lokalne kamery monitoringu uchwyciły moment, w którym zmierzała w stronę swojej posesji, mając przed sobą zaledwie jeden skręt w prawo, jednak ostatecznie nigdy tam nie dotarła.

Teściowie Jowity Zielińskiej przebadani wariografem

Zaginięcie kobiety natychmiast uruchomiło zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwawczą. Jej rower odkryto po upływie miesiąca, między drzewami tuż obok leśnego duktu. Organy ścigania błyskawicznie wzięły pod lupę najbliższe otoczenie zaginionej, zlecając przeprowadzenie testów na wykrywaczu kłamstw dla rodziny jej nieżyjącego małżonka.

Sytuacja nabrała nowego wymiaru, gdy w lipcu tego roku osoby zbierające grzyby przypadkowo natknęły się na ludzkie kości ukryte w ziemi niecałe pół kilometra od miejsca zamieszkania 31-latki. Analiza genetyczna jednoznacznie potwierdziła tożsamość ofiary. Teściowie ponownie zostali przebadani wariografem. W wywiadzie udzielonym dziennikowi „Super Express” ojciec zmarłego męża wprost wyraził swoje rozgoryczenie działaniami śledczych.

- Oni nas podejrzewali. Sprawdzali monitoring z naszych kamer przy domu. Bo też je mamy. Rozumiem, że musieli nas sprawdzić, ale dlaczego nie sprawdzali innych wersji

- powiedział "Super Expressowi" z żalem pan Jan, teść zamordowanej 31-latki. Mężczyzna skomentował w ten sposób sytuację po wstrząsającym znalezisku grzybiarzy, którzy odkryli zwłoki niedaleko trasy regularnie uczęszczanej przez ofiarę.

Kto zabił Jowitę Zielińską? Śledczy liczą na przełom w sprawie

Nikt nie ma wątpliwości, że Jowita została zamordowana. Miejsce w którym do tego prawdopodobnie doszło wskazuje na to, że musiała znać swojego mordercę. Oprócz rodziców zmarłego męża, testom na wariografie poddano kilkanaście innych osób z bliskiego środowiska zmarłej. Niezależnie od tych działań, do dziś nikt nie figuruje w charakterze podejrzanego, a funkcjonariusze otwarcie mówią o ogromnych trudnościach w prowadzonym postępowaniu.

- Albo będzie przełom w tej sprawie albo będzie ona się ciągnęła. To trudna sprawa. Mamy do czynienie ze śmiercią. Dlatego były badania na wariografie. Rodzina Jowity była badana po zaginięciu i teraz. Były też badania wielu innych osób. Na razie nikomu nie zostały postawione zarzuty

- przekazał "Super Expressowi" jeden z funkcjonariuszy bezpośrednio zaangażowanych w sprawę.

Ostatnia wola męża Jowity Zielińskiej

Bliscy podkreślają, że życie nie oszczędzało Jowity Zielińskiej. Kobieta była sierotą. Swojego przyszłego męża, Adama, poznała przez internet. Po ślubie zamieszkali razem w domu jego rodziców w Lisinach.

Ich wspólne szczęście nie trwało długo. Mężczyzna zmarł na nowotwór zaledwie rok po ślubie. Od tego czasu Jowita pozostała pod opieką teściów, z którymi tworzyła bliską relację.

– „On do samego końca był świadomy. Prosił nas abyśmy zaopiekowali się Jowitą po jego śmierci.”