Pogrzeb Janusza Ratajczaka. Solista Opery Nova spoczął w Murowańcu
Ostatnie pożegnanie wybitnego śpiewaka odbyło się w poniedziałek, 30 marca, w świątyni pw. św. Rafała Kalinowskiego w Murowańcu. Ceniony solista Opery Nova stracił życie 23 marca w wyniku wypadku drogowego w miejscowości Przyłubie. Miał 64 lata. W uroczystościach żałobnych wzięła udział najbliższa rodzina, grono przyjaciół, wychowankowie oraz liczna rzesza wielbicieli jego niezwykłego talentu wokalnego.
Niespodziewane odejście cenionego pedagoga wywołało ogromny wstrząs wśród członków jego rodziny. Tuż po dramatycznym zdarzeniu partnerka życiowa muzyka opublikowała w sieci niezwykle emocjonalne pożegnanie, które dogłębnie porusza.
"Moje serce rozpadło się dziś na milion kawałków….(...) ja bez Niego nie umiem żyć…. I niestety skończyła się nasza wspólna droga. Byłeś dla mnie wszystkim, a teraz tchu mi brak…. I wciąż czekam że wrócisz do domu i jak zawsze będziesz śpiewał….Moja miłości Niestety nasza wspólna droga dobiegła końca…… ZA SZYBKO"
Poruszające sceny na mszy żałobnej wybitnego tenora
W trakcie nabożeństwa zgromadzeni usłyszeli wiele chwytających za serce przemówień. Przewodniczący liturgii proboszcz zwrócił szczególną uwagę na niespotykaną pokorę zmarłego muzyka oraz jego ogromne przywiązanie do wartości religijnych.
- Co ja mam powiedzieć pani Małgorzacie. Co mam powiedzieć jego synom. Ci którzy wierzą w Boga wierzą w to, że Janusz nie umarł. On był taki skromny. Zawsze razem z żoną siadali w kościele z tyłu. Pamiętajmy o dobru które czynił
- mówił duchowny.
Chwilę później przed ołtarzem stanął syn tragicznie zmarłego artysty, by przekazać pismo skierowane do ojca. Mężczyzna z trudem hamował płacz, opisując jaki był jego tata.
- Powiem wam jaki był mój tata. Kochał życie. Kochał mamę. Kochał nas. Kochał Boga
- czytał spokojnym głosem.
W podsumowaniu swojego wystąpienia złożył deklarację, że wspólnie z bratem otoczą opieką osamotnioną matkę i zrobią wszystko, by złagodzić jej cierpienie po stracie ukochanego męża. W tym momencie emocje wzięły górę i wiele osób zgromadzonych w świątyni wybuchnęło płaczem. Syn profesora zainicjował brawa na cześć ojca, które rozbrzmiewały przez dłuższą chwilę, imitując brawa po jego koncertach. W murach kościoła odtworzono utwór "Ja nic od życia prawie nie chcę", a zaprzyjaźnieni muzycy wykonali słynne "Requiem" autorstwa Mozarta.
Ojciec Tadeusz Rydzyk wspomina znajomość z muzykiem
Podczas ceremonii wypowiedział się także znany redemptorysta Tadeusz Rydzyk, którego relacja z profesorem sięgała lat osiemdziesiątych i czasów pracy katechetycznej w Szczecinku. Kapłan przywołał z pamięci nie tylko sylwetkę samego wokalisty, ale odniósł się również do jego rodziców oraz babci.
- Dziękuje Panu Bogu. Dziękuje Rodzinie. Dziękuje takiej osobowości
- mówił łamiącym się głosem. - Pożegnania są smutne, ale popatrzmy co było piękne.
- Janusz pomagał młodzieży. Droga do źródła prowadzi pod prąd. A źródłem jest Jezus Chrystus. Jak dziękować. Pozostaje modlitwa
- dodał.
Tragiczny karambol w Przyłubiu. Śledczy badają przyczyny zderzenia
Feralny wypadek drogowy miał miejsce na trasie krajowej numer 10 w okolicach Bydgoszczy. Z pierwszych policyjnych raportów wynika, że osoba kierująca ciężarowym mercedesem z naczepą, przemieszczająca się w stronę Torunia, niespodziewanie zjechała na pas ruchu dla pojazdów jadących z naprzeciwka. Wielki pojazd najpierw zahaczył o skodę, co wywołało kolizję z seatem. Równocześnie auto ciężarowe z potężną siłą uderzyło frontalnie w audi, za kierownicą którego siedział Janusz Ratajczak. Impet zderzenia dosłownie wyrzucił osobówkę z jezdni wprost w kilkumetrową przepaść. Mimo błyskawicznej reakcji służb ratunkowych, życia wybitnego artysty nie udało się uratować.