Wolontariuszka z Bydgoszczy pomaga powodzianom. "Widzę ten sam strach co po bombardowaniu w Ukrainie"
Justyna Gotowicz od początku wojny w Ukrainie wspiera ludzi tam na miejscu i tych, którzy zdecydowali się szukać bezpiecznego schronienia w Polsce. Kiedy południe Polski zaczęły nękać powodzie, od razu ruszyła z pomocą właśnie tam. Przyjechała do domu w Bydgoszczy, by chwilę odpocząć. Zapytaliśmy ją o to, co się dzieje w zalanych miejscowościach.
- Nigdy nie widziałam tak wzburzonej wody i tak intensywnej akcji - mówi Justyna Gotowicz. - Mam skojarzenia z tym, co widzę w Ukrainie, gdzie ludzie tracą wszystko po bombardowaniach. To ta sama bezsilność, ta sama rozpacza. A z mojej strony ta sama chęć pomocy - dodaje.
Ludzie z Bydgoszczy pomagają na południu Polski, mieszkańcom między innymi Lądku Zdroju, Kłodzka i Nysy
Wolontariuszka pomagała mieszkańcom między innymi Lądku Zdroju, Kłodzka i Nysy, które dotkliwie ucierpiały w czasie powodzi. W wielu przypadkach to ludzie, którzy stracili wszystko. W ich oczach widziała przede wszystkim wielką rozpacz.
- Bardzo to trudne dla mnie obrazy, spotykałam się z ludźmi, którzy stracili całe dobytki życia, rozmawiałam także z osobami starszymi, które wiedza, że nie będą już w stanie odbudować tego, co miały. Zapytałam jedna z kobiet, czego jej potrzeba. Odpowiedziała bez namysłu: nowego domu daleko stąd - opowiada Justyna Gotowicz.
Do zalanych przez powódź terenów dotarli też policjanci, strażacy, żołnierze oraz wolontariusze z Bydgoszczy. W ostatnich dniach busami dostarczyli dary przekazane przez mieszkańców miasta.
Powódź w 2010 roku w Bydgoszczy. Tak 14 lat temu wyglądały zalane nabrzeża Brdy i Wisły. Zobaczcie zdjęcia.